web analytics

wewnątrz .famvin

Papież mówi do Rodziny Wincentyńskiej: adorować, przyjmować, iść [przemówienie, tekst]

Podczas sobotniej audiencji dla uczestników Sympozjum Rodziny Wincentyńskiej Papież Franciszek skierował do zebranych bardzo trafne wskazówki jak kontynuować dzieło zapoczątkowane przez św. Wicnetego a Paulo 400 lat temu.

Photo: Daniel Ibañez, CNA

Wincentianie powinni dzielić się Bożą miłość przez działanie i posługę – „a nie, żebyśmy wyłącznie rozsiadali się i czekali na innych ludzi, aby wypełnili nasze powołanie”

„Miłość jest dynamiczna, wychodzi poza siebie”, powiedział w sobotę Papież. „Kto kocha, nie siedzi w fotelu, by patrzeć, oczekując przyjścia lepszego świata, ale z entuzjazmem i prostotą wstaje i idzie.”

Jak Św. Wincenty powiedział to bardzo dobrze: «Naszym powołaniem jest zatem iść, nie do jednej tylko parafii czy diecezji, ale na całą ziemię. A żeby co robić? Żeby rozpalić ludzkie serca, czyniąc to, co Syn Boży, który przyszedł, aby przynieść ogień na świat i zapalić go swą miłością»

Powołanie do miłości, powiedział Franciszek, jest „zawsze cenne dla każdego”

Drodzy Bracia i Siostry, dzień dobry!

Dziękuję za Wasze gorące powitanie oraz dziękuję Przełożonemu Generalnemu za slowa wprowadzenia do naszego spotkania. Dzisiaj pragnę zachęcić was do kontynuowania tej wędrówki, proponując trzy proste słowa, które moim zdaniem maja wielkie znaczenie dla ducha wincentyńskiego, jak również dla życia chrześcijańskiego w ogóle: adorować, przyjmować, iść.

ADOROWAĆ.

Istnieją niezliczone zaproszenia św. Wincentego do pielęgnowania życia wewnętrznego i poświęcenia się modlitwie, która oczyszcza i otwiera serce. Modlitwa jest dla niego niezbędna. Jest to kompas każdego dnia; jest jak podręcznik życia, jest – jak napisał – „wielką księgą kaznodziejstwa”. Jedynie modlitwa przyciąga miłość Bożą, która wypełnia świat. Jedynie modlitwa dotyka ludzkich serc podczas głoszenia Ewangelii (por. list do A. Duranda, 1658). modlitwa nie jest tylko obowiązkiem ani tym bardziej zbiorem formuł. Jest zatrzymaniem się przed Bogiem, aby być z Nim, aby po prostu oddać się Jemu. To jest modlitwa najczystsza, która robi miejsce dla Pana i dla Jego chwały, a dla niczego więcej – mianowicie adoracja.

Kiedyś odkryto, że adoracja jest niezbędna, ponieważ jest czystą intymnością z Panem, która daje spokój i radość, i rozpala smutki życia. Dlatego też osobie znajdującej się pod szczególnie naciskiem św. Wincenty zalecił modlitwę „bez napięcia, zwracając się do Boga prostymi spojrzeniami, nie próbując przebywać z wrażliwymi wysiłkami, ale poddając się Jemu” (List do G. Pesnelle, 1659).

Oto adoracja. To stawanie przed Panem z szacunkiem, spokojem i w ciszy, dając Jemu pierwsze miejsce, ufnie Mu się oddając, aby potem prosić Go, żeby Jego Duch przyszedł do nas, i pozwolić, żeby nasze sprawy szły do Niego. Także osoby potrzebująće, pilne problemy, trudności i trudne sytuacje sprowadzają się do adoracji, dlatego Św. Wincenty prosił, aby „adorować w Bogu” nawet te powody, które próbują zrozumieć i zaakceptować. (por. List do F. Get, 1659). Ci, którzy adorują, którzy uczestniczą w żywym źródle miłości, ci jedynie mogą nadal mówić o sobie „zarażeni”. I zaczynają zachowywać się tak, jak z nimi postępuje Pan: stają się bardziej litościwi, bardziej sympatyczni, bardziej dostępni, wykraczają poza swoją sztywność i otwierają się na innych.

PRZYJMOWAĆ

I tak przechodzimy do drugiego słowa: przyjmować. Kiedy słyszymy to słowo, myślimy od razu o czymś, co mamy robić. Jednak w rzeczywistości przyjmowanie to dyspozycja głębsza; nie wymaga tylko robienia komuś miejsca, ale tego, byśmy byli ludźmi gościnnymi, do dyspozycji, przyzwyczajonymi dawać siebie innym. Jaki Bóg jest dla nas, tacy mamy być dla drugich. Przyjmować znaczy przywrócić właściwy wymiar własnemu «ja», wyprostować swój sposób myślenia, zrozumieć, że życie nie jest moją prywatną własnością, a czas nie należy do mnie. To powolne odrywanie się od tego wszystkiego, co jest moje: od mojego czasu, mojego odpoczynku, moich praw, moich programów, mojego planu. Kto przyjmuje, ten rezygnuje ze swojego «ja», pozwalając, by w życie weszły «ty» i «my».

Przyjazny chrześcijanin to prawdziwy mężczyzna i kobieta Kościoła, ponieważ Kościół jest Matką, a Matka z zadowoleniem przyjmuje życie i towarzyszy mu. A jak syn upodabnia się do matki, nosi jej cechy, tak chrześcijanin nosi cechy Kościoła. Jest on prawdziwym synem Kościoła, kiedy przyjmuje, kiedy bez narzekania tworzy zgodę i komunię i szczodrze szerzy pokój, chociaż nie jest to odwzajemnione. Święty Wincenty pomaga nam ulepszyć to eklezjalny „DNA” akceptacji, dostępności, komunii, ponieważ w naszym życiu „zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością.” (Ef 4:31).

IŚĆ

Ostatnie słowo to iść. Miłość jest dynamiczna, wychodzi poza siebie. Kto kocha, nie siedzi w fotelu, by patrzeć, oczekując przyjścia lepszego świata, ale z entuzjazmem i prostotą wstaje i idzie. Św. Wincenty powiedział to bardzo dobrze: «Naszym powołaniem jest zatem iść, nie do jednej tylko parafii czy diecezji, ale na całą ziemię. A żeby co robić? Żeby rozpalić ludzkie serca, czyniąc to, co Syn Boży, który przyszedł, aby przynieść ogień na świat i zapalić go swą miłością» (Konferencja z 30 maja 1659). To powołanie jest zawsze ważne dla każdego. Zadajmy sobie pytania: „Czy spotykam innych tak, jak chce Pan? Czy niosę ten ogień miłości wszędzie tam, gdzie mogę czy zamykam się, aby podgrzać się przed nim przed swoim kominkiem?”

Drodzy bracia i siostry, dziękuję wam, że jesteście w ruchu na drogach świata, tak jak św. Wincenty wymagałby od was również dzisiaj. Życzę wam, byście się nie zatrzymywali, ale nadal czerpali codziennie z adoracji miłość Bożą i szerzyli ją na świecie, «zarażając» w dobrym znaczeniu tego słowa miłosierdziem, dyspozycyjnością, zgodą”. Błogosławię was i ubogich, których spotkacie. I proszę was, proszę o łaskę, abyście nie zapominali o mnie w modlitwie.

Papież Franciszek

, , , , , ,

No comments yet.

Dodaj komentarz