Sections

Listy Misjonarzy - Cyklon "Debora" - ks. Hubert Sinka CM

Ks. Hubert Sinka CM[*]

LISTY MISJONARZY - CYKLON "DEBORA" (1975)



Debora! Tak nazywa się cyklon, który w kilka godzin z niebywałą siłą zniszczył jedną trzecią całej diecezji Fort-Dauphin. Ten huragan z szybkością 200 kilometrów na godzinę burzył miasta i wioski na przestrzeni 15 000 km2, wyrywał drzewa z korzeniami i przenosił je na niesamowitą odległość jak źdźbła słomy. Pozrywane blachy, tań­cząc wściekłą sarabandę w powietrzu z trzaskiem i łomotem zawieszały się na obnażonych z liści kikutach drzew. Maszty elektryczne zostały zmiaż­dżone i połamane jakby wszechpotężną i niewi­dzialną ręką. Wzdłuż i wszerz ławice wód, w któ­rych niebo i ziemia zmieszały swą gorycz, by za­pamiętale nękać i chłostać przerażone miasto. W małych chatkach malgaskich, które ję­czały pod naporem wichru i rozsypywały się jak pudełka od zapałek, krył się, kto mógł: pod stół, pod łóżko, by uniknąć zmiażdżenia przez belki walących się domostw. Matki gromadziły swe przerażone dzieci jak kokosz pisklęta. Jedna z matek chwyciła krzyż i podniosła ku niebu wołając do Zbawiciela, Pana wiatrów i wód, podobna do Ab­rahama zaklinającego z pokorą i wiarą Jahwe: Panie, dość już tego! Powstrzymaj się choć na chwilę, dlaczego nas tak doświadczasz, daj nam odetchnąć!

I nastało milczenie. Wtedy jeden po drugim odważyliśmy się wyjść na ulicę. Widok, który uka­zał się naszym oczom był rozdzierający. Wszystko przedstawiało obraz zbombardowanego miasta i zmiecionego z powierzchni ziemi. Rozległy się głosy nawołujących się roz­proszonych rodzin. Szukano się wzajemnie. Pła­kano z radości po odnalezieniu. Cieszono się życiem swoim i swoich najbliższych. Dzięki Bogu, stosunkowo mało było ofiar w ludziach. Zano­towano dwóch zabitych i około dwudziestu pięciu rannych. Teraz każdy pyta samego siebie, dokąd iść? Gdzie umieścić żonę, dzieci? Matki roz­ciągają na piasku resztki uratowanej odzieży, przemoczonej doszczętnie. Tego wieczoru na nieskalanie błękitnym niebie świeciło promienne słońce, jakby obojęt­ne na ludzkie nie­szczęście. Również dzieci zaczynają się beztrosko bawić wśród ruin. Na in­nym miejscu siedzi matka na ziemi i ze strachem w oczach przyciska swoje naj­młodsze dziecko do serca, jakby chciała je obronić przed nie­widzialnym, a w każ­dej chwili mogącym grozić niebezpieczeństwem. Inni widząc szczątki domów, zgarniają resztki swej własności z rezygnacją i bez słowa odchodzą szukać przytułku u dobrych ludzi. Tego wieczoru rozpo­częła się procesja ludzi bezdomnych.

Wioski zostały również straszliwie do­tknięte. Nie tylko zostały zburzone domostwa, ale i nic nie pozostało na polach. Gotowy w tym mie­siącu do zbioru ryż uległ zupełnemu zniszczeniu. Sadzonki nowo zasianego ryżu zmiótł wicher. Ma­niok poszarpany i powyrywany, mangowce poła­mane, bananowce zdruzgotane. Co będziemy jeść w przyszłości?

A misja? Bilans strat jest poważny. Ogó­łem jedna trzecia diecezji uległa zniszczeniu przynajmniej w 50 procentach. Koniecznie trzeba ratować dom polskich księży w Amboasary, któ­rego nowe piętro zostało zmiecione. Trzeba odbu­dować kościół świętej Ludwiki de Marillac w Ta­nambo. W Fort-Dauphin trzeba odbudować dom ojca Cassau, dach na domu ojca Verona, dom sióstr przy parafii katedralnej trzeba odbudować od fundamentów. Leprozorium w Ampasy i domki chorych zostały bardzo poważnie uszkodzone? Dom macierzysty sióstr trzeba będzie budować od nowa. Katedra też została częściowo zniszczona.

Lista strat byłaby zbyt długa, gdybyśmy chcieli wymieniać dziesiątki kościołów, szkół, które odwiedziliśmy, a które teraz leżą w ruinie. Nie będzie można w nich przez dłuższy czas odprawiać nabożeństw, głosić kazań, ani nauczać. Sytuacja jest bardzo poważna, tym bardziej, że kraj prze­chodzi kryzys polityczny i ekonomiczny. Musimy zachować spokój i silną wolę odbu­dowy. Ale gdzie znajdziemy materiał, którego dziś brak i jest strasznie drogi (życie podrożało w os­tatnim czasie trzykrotnie). Zwracamy się więc do was: Pomóżcie nam, pomóżcie wrócić Zbawicielo­wi do domu godnego Jego chwały. Pomóżcie nam odbudować dzieciom to, co się im słusznie należy - zburzone szkoły.

Ksiądz Hubert Sinka CM

[*] Ks. Hubert Sinka CM - ur. w 1935 r.; w Zgromadzeniu Misji od 1957, święcenia kapłańskie w 1961 r. Po święceniach wyjechał do pracy w Brazylii. W 1970 przybył na Madagaskar jako pierwszy konfrater z Prowincji Polski Zgromadzenia, gdzie pracował Ranomafanie, Mananteninie, Farafanganie, Tolagnaro.W 1985 wyjechał z powrotem do Brazylii, gdzie nadal pracuje.

[**] na temat innych misji zagranicznych, na których pracują polscy Misjonarze św Wincentego a Paulo można przeczytać na stronie internetowej SEKRETARIATU MISYJNEGO