Sections

WincentyWiki:Rozważania/XVII Niedziela Zwykła, Rok A

XVII Niedziela Zwykła, Rok A

Dzisiejsze czytania: 1Krl 3,5.7-12; Rz 8,28-30; Mt 13,44-52


Fishermen.jpg
«Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją» (Mt 13,44-46)

Skarbem nie zawsze jest to czego szukamy. Ale to co znajdujemy rozpoznajemy jako skarb, bezcenną wartość. Czy rolnik szukał skarbu w roli? Nie, on ją uprawiał. Skarb pokazał się w trakcie. Czy kupiec szukał na rynku pięknych pereł? Nie, ona 'wpadła' mu w oko przy regularnych transakcjach. Obaj od razu poznali wartość znaleziska. Była dla nich tak wielka, że poświęcili wszystko, aby zachować to co znaleźli wyłącznie dla siebie... Nie chodzi tutaj etykę handlową, czy ukrywanie informacji handlowych jest właściwe czy nie. Przecież gdyby właściciel pola, albo posiadacz cennych pereł wiedzieli co sprawiło, ze znaleźli nabywców zapewne nie dokonali by transakcji za oferowaną cenę. Popularne powiedzenie "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" bardzo się w tym przypadku sprawdza.

Współcześnie, drogocenną perłą czy skarbem ukrytym w ziemi moglibyśmy nazwać np. losowanie Toto-Lotka. Czyż nie wydaje się skarbem kupon loteryjny, na którym szczęśliwie wytypowane liczby stają się kluczem do sejfu z górą pieniędzy, za które można okrążyć świat kilka razy, kupić wiele pałaców, jachtów, samolotów... ale i za które można wybudować wiele szkół, zaszczepić tysiące narażonych na choroby dzieci, wybudować kilometry wałów przeciwpowodziowych, domów opieki dla osób starszych?

Czyż skarbem nie będzie dla schorowanego człowieka informacja od lekarza, że znalazł się dla niego dawca serca albo szpiku kostnego? Jak często skarbem okazuje się opakowanie krwi potrzebnej poszkodowanemu w wypadku? I jakże wiele potrafimy dać za ten worek krwi, dawkę szpiku, organ do przeszczepu. Czyż nie sprzedalibyśmy samochodu, zastawili domu czy biżuterii rodowej gdyby to pozwoliło naszym bliskim albo nam samym wrócić do zdrowia?

Czyż dla głodnego nie jest ukrytym skarbem paczka żywnościowa? Czy dla więźnia skarbem nie jest wolność? Dopiero mając pełne od żywności półki w sklepach potrafimy ocenić co to były kartki na mięso, na cukier, czy mąkę. Podróżując przez całą Europę z dowodem osobistym, albo jak się okazuje nawet bez dokumentów, zaczynamy doceniać ten skarb, bowiem jeszcze tak niedawno potrzebę wyjazdu zagranicę trzeba było odpowiednio motywować organom paszportowym.

Tymczasem Jezus nie mówi o żadnym z takich skarbów. Mówi o perle, drobnej, schowanej w muszli, ale jednocześnie cennej, na tyle cennej by sprzedać wszystko i ją nabyć. Czy perspektywa wygranej w loterii liczbowej choćby dziesiątków milionów jest na tyle warta by sprzedać cały swój majątek i kupić za uzyskane środki tyle kuponów loteryjnych by prawdopodobieństwo wygranej było niemal pewne? Czy wygłodzony człowiek świadomie gotów jest oddać wszystko co ma, nawet resztę zdrowia i życie by posiąść bochenek chleba i konserwę mięsną?

Jezus mówi, że Królestwo Boże jest jak ten skarb ukryty przez rolnika, jak perła jaką widzi kupiec. Królestwo Boże przychodzi samo, ono jest, ale nie każdy je widzi, nie każdy dostrzega jego wartość. Perłę znalezioną przez kupca mogło mieć w rękach wielu sprzedawców i kupców. Pole, w którym ukryty został skarb było wielokrotnie uprawiane i sprawdzane. Ale jego wcześniejszych posiadacz nie zauważył go. Królestwo Boże JEST. Do nas należy je POZNAĆ, ODKRYĆ. Kiedy to zrobimy oddamy za nie wszystko co posiadamy, zostawimy nasz dotychczasowy świat.

Ale nie wystarczy się na nie jedynie otworzyć i czekać. Potrzebne jest nasze zaangażowanie. Gdyby rolnik nie uprawiał pola, kupiec nie szukał pereł a rybak nie rzucił sieci na połów, nie znaleźliby skarbu. Jezus mówi naw dzisiejszych przypowieściach, że aby odnaleźć Królestwo Niebieskie musimy pracować, musimy go szukać, musimy nauczyć się wybierać zdrowe ryby od słabych i niepotrzebnych.

Św. Wincenty spotykał wielu ludzi. Był przyjacielem króla, przyjacielem dworu, uczył bogatych, mógł wieść spokojne życie plebana, może profesora, kapelana dworu. Zaszczyty i dostojeństwo nie zamknęłoby przed nim drzwi do Królestwa Niebieskiego. On jednak spotkał swój skarb nie na dworze królewskim, nie w zaciszu bogatej plebanii czy na uniwersytecie. Jego skarb był na galerach, w niewoli barbarzyńców, na uliczkach ubogich dzielnic Paryża wśród głodnych i chorych dzieci, więźniów, obecnie powiedzielibyśmy marginesu. Jego skarbem byli UBODZY, ci, których zawsze mamy przed sobą. Wychodził do nich codziennie i codziennie szukał w ubogich i potrzebujących drogocennej perły, tej jedynej, wartej wszystko co miał.

Św. Wincenty wychodził na ulice i zaułki jak rybak rzucający sieć na wodę. Do sieci wpadają grube ryby, drobne, słabe i mocne, skorupiaki, często glony i wszystko to co w sieci się mieści. Czy rybak ma wpływ na to co wpada do sieci? I tak i nie. Wie, gdzie należy wypłynąć, aby złowić te ryby, których poszukuje. Ale do sieci wpadają i te poszukiwane i te, które znalazły się przypadkowo. Dopiero wyciągnąwszy ryby na brzeg może je rozdzielić. Jedne do skrzynek, drugie z powrotem do wody. Jedne do sprzedaży, drugie jako pokarm dla innych zwierząt... --Toma' 17:49, 2 sie 2008 (EDT)