Sections

WincentyWiki:Rozważania/XIV Niedziela Zwykła, Rok A

XIV Niedziela Zwykła, Rok A

Dzisiejsze czytania: Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30


FathersLove.jpg
«Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają
i podnosi wszystkich zgnębionych.» (Ps 145,13-14)


Czyż taki nie jest idealny ojciec w oczach dziecka? Zawsze wierny, zawsze prawy, wielkoduszny, zawsze tam gdzie powinien być; z wyciągniętą ręką, z uśmiechem na twarzy i tulący w ramiona, kiedy dziecko czuje się zagrożone. Po prostu bohater. Taki "Superman" w jakiego postać dzieci w swoich zabawach lubią się często wcielać.

Szczęśliwe dziecko, którego ojciec jest bliski opisanemu wzorcowi. Ale doświadczenie dnia codziennego pokazuje też innego ojca. Nie ma tygodnia, kiedy prasa czy telewizja nie prezentowałaby kolejnych marginalnych przykładów 'anty-ojców'. Nie chodzi tu o pijanych ojców czy unikających swoich obowiązków ojców. Dowiadujemy się o ojcach, którzy zakatowali kilku miesięczne dziecko, "bo płakało", "bo nie chciało spać", "bo przeszkadzało".

Z drugiej strony te same media podają przykłady heroicznych ojców. Wszyscy pamiętają zapewne kolejne informacje medialne o zachowaniu znanego sportowca, który aby ratować życie swojej jedynej córki oddał jej swoją nerkę. Uratował córkę, ale sam niemal nie stracił swojego życia z powodu komplikacji pooperacyjnych. Jak sam potem często mówił - ojciec zrobi wszystko dla swojego dziecka.

W powszechnym przekonaniu ojciec nie jest w stanie świadomie skrzywdzić dziecka. Przecież to krew z krwi i kość z kości. W powszechnym przekonaniu ojciec jest bliski ideałowi psalmisty: wierny, święty, podtrzymujący upadających, krzepiący zgnębionych. Może dlatego właśnie trudno nam przejść obojętnie obok wiadomości o człowieku, który wyładował swoje frustracje, niepowodzenia, omamy i widzi mi się na kilkumiesięcznym czy kilkuletnim dziecku.

I we wspomnieniach z dzieciństwa większość z nas widzi w ojcu Supermana. Wiernego. Kochającego. Troskliwego. Może czasem nie wyrozumiałego "bo nie rozumiał naszych potrzeb". To był nasz przyjaciel zabaw, towarzysz spacerów. Ojciec uczył nas chodzić, jeździć na rowerze, często pływać, z czasem pozwalał siadać za kierownicę samochodu. Dzięki temu, że ojciec po prostu był, znał nas. Często nic nie mówił. Często zmęczony po pracy drzemał gdzieś w fotelu.

Tak samo wizerunek ojca przedstawia nam Jezus: "Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić".(Mt 11,27) Bowiem dobry ojciec 'uczy się' swojego syna czy córki od pierwszego spojrzenia, od pierwszego wzięcia na ręce. Dobry ojciec przynosi ukojenie, bo zna swoje dziecko i wie jak przynieść ulgę i jak zapewnić bezpieczeństwo. I tak samo Syn. Zna swojego ojca. Bo ten był dla niego pierwszym nauczycielem, przewodnikiem, 'oparciem' przy stawianiu pierwszych kroków. W ten sposób powstaje ta specjalna, wyjątkowa i niepowtarzalna więź między ojcem i synem.

Dzięki tej niepowtarzalnej więzi i wzajemnemu poznaniu Jezus mówi dalej: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię." (Mt 11,28) Mówi tak, bowiem nauczył sie tego od Ojca. Skoro ojciec był dla niego ukojeniem, oparciem, przewodnikiem. Teraz on, we właściwym czasie, staje się ojcem dla nas wszystkich. To co Jemu przekazał ojciec w Niebie, On teraz przekazuje nam. A kiedy przyjdziemy, kiedy znajdziemy ukojenie w Jego ramionach Jego wolą jest abyśmy wzięli na siebie Jego jarzmo. Abyśmy kontynuowali dzieło zapoczątkowane przez Ojca w Niebie (por. Mt 11,29-30).

Oczywiście nic nie przychodzi łatwo. Tak jak ojciec poznaje swoje dzieci, a wcześniej był poznawany przez swojego ojca. Tak i my najpierw musimy poznać Jezusa, poznać Boga - Ojca. On sam nas już poznał. Zna nas, nasze słabości, nasze niedomagania, nasze talenty i zdolności. A teraz, kiedy chce, abyśmy 'wzięli na siebie jego jarzmo' my musimy poznać Jego. Jego naukę, jego misję. Zobaczyć w naszych bliźnich, w naszych podopiecznych, współpracownikach czy sąsiadach Jego samego.

Czyż nie dlatego św. Wincentego a Paulo nazywamy "Ojcem ubogich"? Czyż nie przychodzili do niego wszyscy potrzebujący? Czyż nie wychodził on tam, gdzie z pewnością spotykał potrzebujących, wątpiących, chorych, głodnych. Czyż nie dlatego, wiedział gdzie jest potrzebna pomoc i kto jej potrzebuje bo jak dobry ojciec martwił się o wszystkie swoje dzieci. Tak jak Jezus - "Przyjdźcie do mnie wszyscy, a ja was pokrzepię". A czy dobry ojciec widząc, przeczuwając, że dziecko potrzebuje pomocy nie wybiegnie mu naprzeciw? Nie będzie szukać dziecka, aż go nie znajdzie?

Bowiem ojciec zna swojego syna, a syn zna ojca. Poznając ojca, poznajemy syna. Poznając Jezusa poznajemy Wincentego. Poznając Wincentego poznajemy ubogich. Wychodzimy do nich bo nasz Ojciec Ubogich wychodził. Tak jak dziecko uczy się chodizć tak jak ojciec, siedzieć jak ojciec, mówić jak ojciec.

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. (Ps 145, 8-9)
--Toma' 18:24, 9 lip 2008 (EDT)