Sections

WincentyWiki:Rozważania/VI Niedziela Wielkanocy, Rok A

VI Niedziela Wielkanocna, Rok A

Dzisiejsze czytania: Dz 8,5-8.14-17; 1 P 3,15-18; J 14,15-21



“Wobec utrapienia biednych i jęku ubogich - mówi Pan: «Teraz powstanę i dam zbawienie temu, który go pożąda»” (Ps 12,6)


Jacques Delarue pisze o Św. Wincentym w swoim dziele "Świętość Wincentego a Paulo" ("The Holiness of Vincent de Paul", r.IV, cz.I, wyd.amerykańskie 1960):

Jego życie było nieustającą konwersacją z Bogiem, której nie przerywał nawet rozmawiając z człowiekiem:
“O Zbawco!” zwykł wołać, “O Zbawco! Bądź blogosławiony Boże!”
Nie było to uczucie lecz spontaniczny odruch kochającej duszy.


To stwierdzenie, wierzę, jest kolejnym sposobem w którym Św. Wincenty uświęcił Chrystusa jako Pana w swoim sercu.

Ponieważ Jezus tak został uczczony w nim, że nie było żadnego sposobu by Św. Wincenty mógł zapomnieć, że żył Jezusie Chrystusie przez śmierć Jezusa Chrystusa, że miał umrzeć w Jezusie Chrystusie przez życie Jezusa Chrystusa, oraz , że jego życie powinno być ukryte w Jezusie Chrystusie i wypełnione Jezusem Chrystusem oraz, że aby umrzeć jak Jezus Chrystus należało żyć jak Jezus Chrystus.

Przez to, że w ten właśnie sposób Jezus mieszkał w jego sercu, Św. Wincenty nigdy nie stracił widoku obecności Jezusa. Postrzegał przez to Jezusa jako jedyny środek intensywnych starań i działań wymaganych przez posługę głoszenia Ewangelii ubogim, pomagania im na każdy możliwy sposób. Spoglądał na Jezusa jako Regułę Misji. W ten sposób oprócz praktykowania obecności Pana, św. Wincenty praktykował także wypełnianie woli Pana w każdym działaniu. Z oczami -- jeżeli mogę użyć sformułowania Jacques's Delarue, chociaż nieco zmodyfikowanego -- skupionymi na Jezusie, św. Wincenty odkrywał to, czego Jezus od niego oczekiwał i "rozdmuchiwał ogień tej niestrudzonej gorliwości, która wiodła go całym sercem ku pomocy najbardziej opuszczonym ludziom".

Dla jasności, miłość św. Wincentego nie kończyła się na słowach. Oczywiście, kochał w pocie czoła i trudzie rąk. Bardziej fundamentalnie, miłość do Jezusa okazywała się prawdziwsza, ponieważ on wypełniał wolę Jezusa i trzymał się przykazań. Pawdziwie kochając Jezusa, św. Wincenty dostąpił Niebieskiej komunii z Ojcem, z Synem i Duchem Świętym. Stając się Niebieskim a nie ziemskim, nabrał zdolności do tego, do czego nie byłby prawdopodobnie zdolny w wymiarze ziemskim. Świat potrafi akceptować tylko t co widzi i zna. Tymczasem, każdy, kto jest w miłującej jedności z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, zna i widzi bóstwo przez cnotę boskości pozostającej z nim i w nim.

Dlatego, św. Wincenty widział to, czego świat nie mógł zobaczyć. Widział żywego Jezusa i żył widząc Jezusa. Św. Wincenty w szczególny sposób widział i służył Jezusowi w ubogich. Przez to, paradoksalnie, nie pozostawienie bez pomocy sieroty - która w starożytnym Izraelu razem z wdową i przybyszem zaliczani byli do najbardziej bezbronnej części społeczeństwa - oznaczało, ze Jezus zawsze będzie z nami aż do końca wieków mając zawsze ubogich przy sobie (por. "St.Vincent's Dining: 111th Visit" at Vincent@listserv.stjohns.edu).

Czy kocham wystarczająco i jestem w nieustannym dialogu z Jezusem, w taki sposób jak św. Wincenty, kiedy wiem, widzę i przyjmuję, że nie jestem sierotą, ponieważ tam, gdzie jestem teraz jest wiele sierot i oczekujących pomocy bezsilnych, również tych, którzy nie są wrażliwi na Słowo Boże i nawrócenie? Czy Jezus jest tak wywyższony w moim sercu, że nie sposób abym nie wiedział, nie widział i nie akceptował jego rzeczywistej obecności w połamanym ciele i krwi rozlanej?