Sections

WincentyWiki:Rozważania/Niedziela Palmowa, Rok B

V Niedziela Wielkiego Postu, Rok B

Dzisiejsze czytania: Iz 50,4-7; Flp 2,6-11; Mk 15, 1-39


NiedzielaPalmowaB.jpg
VIA DOLOROSA

I. Niesłuszne oskarżenie
Kiedy znajdziesz się w sytuacji, w której wszystko, co o tobie będą mówić, to kłamstwo, to oszczerstwo, fałsz, to chęć poniżenia, zdruzgotania…., kiedy nawet w elegancji i grzeczności będą pozory i jest parodia…
Co wtedy robić? Kląć, złorzeczyć, przysięgać się, odgrażać?…. Pewnie, można i tak. Ale Chrystus wyraźnie przemawia z tej stacji, że można też inaczej: można spokojnie przedstawić swoje racje i nie dać się wyprowadzić z równowagi właściwej człowiekowi niewinnemu wszystkich tych ciemnych spraw, o które go posądzają.

III. Trzeba brać krzyż
Tak już jest, że nie wszystko w naszym życiu układa się w idyllę, że są w nim momenty trudne, momenty ciężkie, nieraz wręcz tragiczne… Jeślibyśmy ulegli pokusie wyłuskania ze zdarzeń, sytuacji życia tylko tego, co cieszy, co raduje, sprawia przyjemność – to nie wstalibyśmy nawet rano do pracy, bo to czasami potrafi być trudne i nie ma się na to chęci; nawet byś nie ożenił, nie wyszła za mąż, bo to też wymaga zachodu…. Bo to wszystko, oprócz idylli maleńkiej takiej, zawiera w sobie element trudu, powiedzmy po chrześcijańsku: krzyża.
Niech Chrystus wyciągający ręce po krzyż towarzyszy odwadze wszystkich twoich poczynań i przedsięwzięć.

III. Upadek
Coś się we mnie załamało, coś u niego [niej] prysło – nie wyszło nam obu. Stąd zbulwersowanie, złość – na siebie, na nich, na innych, na cały świat. Szukanie winnych…
Pokora, z jaką podnosi się Chrystus z upadku, rozważanego przy tej stacji, niech ci otworzy oczy i pozwoli się otrząsnąć, otrzepać z prochu i stwierdzić: to był przypadek, niefortunny splot okoliczności; to był tylko upadek, który, który nie może zadecydować o tym, co jeszcze zostało do zrobienia, do zaczęcia od nowa.

IV. Matka
Powiedzmy szerzej: rodzice. Twój stosunek do nich w drobiazgach, w banałach, na co dzień, i w wielkich sprawach troski o nich na starość, po ich śmierci… Wielki rozdział, różnorodność sytuacji i układów… Ponad wszelkie do nich zastrzeżenia i uwagi, koniecznie trzeba tutaj przedzierać się do tej zawsze wyraźnej podstawy: Czcij ojca i matkę swoją. Czcij – to bardzo wielkie słowo, gdzieś z rzędu świętych i błogosławionych… Czcij, tzn. szanuj ich nerwy, szanuj zdrowie, dobre imię. Nawet wtedy, kiedy się od nich oderwiesz, zakładając własną rodzinę, swój dom - nawet wtedy nic nie zmieni sytuacji, że korzeniami sięgasz właśnie ICH, że życie zawdzięczasz właśnie IM, że wychowanie, że patrzenie na świat… Nawet wtedy, kiedy są już na drugim świecie – czcij!

V. Niechętna pomoc
Czemu była wtedy, i jest dzisiaj niechętna? Wczoraj była niechętna dlatego, że dźwigający krzyż był nieznajomym, a w dodatku był złoczyńcą w opinii ogółu. Pomagać takiemu? Ja nie mam i nie chcę mieć wspólnego z tym człowiekiem, ja mam swoje własne sprawy.
Dziś litanię tych wymówek można by znacznie ubogacić:
ja i tak ledwie zipię, ja i tak sam ledwo wiąże koniec z końcem, nawarzył piwa niech go pije, nie lubię się wtrącać w nieswoje sprawy, nie ma się co motać, tu lepiej z daleka, bo będą potem wołać, pytać, po co mi to…
To wszystko sprawia, że zarówno wczoraj, jak i dziś, niechętnie się pomaga i angażuje w cudze sprawy.
A Ten, co przyjmuje taką „odczep się” pomoc, Ten powiedział: Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Ten powiedział: Jeden drugiego brzemiona noście…

VI. O chętnej i odważnej pomocy
Ona nie zna ograniczeń, ani zewnętrznych – jak np. u Weroniki w postaci kordonu wojska i ogólnej niechęci do skazańca – ani wewnętrznych, typu: wypada, nie wypada. Chętna i odważna pomoc idzie, bo jest konieczność, bo jest potrzeba, bo woła człowiek.
O taką postawę prośmy przy tej stacji.
Może najpierw prośmy o odwagę ocierania oplutej ludzkiej twarzy, twarzy obmówionej, skazanej, wyśmianej. Bo to przecież tak łatwo dołączyć do tego, co inni mają do okazania tej twarzy w pracy, na ulicy, w sklepie, w domu. I wtedy będziemy jedni z wielu, i co bardzo ważne, będziemy w porządku, wobec wszystkich plwających i spotwarzających – na czym nawiasem mówiąc – nieraz nam bardzo zależy…
Ale jeżeli ta Twarz z szóstej stacji ma cię obchodzić, niech ta kobieta, Weronika, będzie ci patronką czynu.

VII. Znowu upadek
To „znowu” przybija nas tak dalece, że pytamy o sens powstawania, sens rozpoczynania od nowa, także o sens spowiedzi. No bo i po co, jeżeli i tak zgrzeszę? – oto nasze usprawiedliwienie nic nie robienia, nasza ludzka kalkulacja, nasz brak nadziei…
Powstający z drugiego upadku Chrystus mówi nam, że taki sam sens jest w uporczywym powstawaniu, jaki w nieustannym upadaniu – jeśliś upadł, trzeba wstać. Nawet wtedy, kiedy twoja głowa wytacza ci perspektywiczny fatalizm i w przód i nazad. Wielkość człowieka polega na tym, że się nie daje, że powstaje, pokornie powstaje i zabiera się na nowo do zdruzgotanego dzieła. Bojowaniem jest bowiem życie człowieka, a nie leżeniem na łopatkach. Leżenie, nieruchomość, przystoi jedynie umarłym, a ty jesteś żyjący…

VIII. Pocieszanie
Jest taki chrześcijański uczynek miłosierny, wśród innych odnoszących się do duszy i ciała: „Smutnych pocieszać”. Co to jest? Głaskanie kogoś, komu życie dało po grzbiecie, czy co? Jak pocieszać, kiedy pocieszać?
Postawa Chrystusa podczas spotkania Chrystusa z płaczącymi niewiastami powinna nas wiele nauczyć i dać nam odpowiedź na te pytania: Chrystus nie chce litości nad sobą. Nie bądźmy łasi na takie głaskanie, bo ono nic nie daje, a jeszcze bardziej drugiego rozkleja, nie powiedziawszy: nawet poniża.
Pocieszanie smutnych – to próba znalezienia się w ich sytuacji, wstawienie siebie w ich miejsce, to odejście, zostawienie swoich spraw na chwilę po to, aby temu, kto może nie widzi zbyt dobrze przez zapłakane oczy, ukazać co ma dalej robić. To pomóc mu ogarnąć, uchwycić zaistniałą sytuację, pomóc mu ją przyjąć tak, aby już o własnych siłach wyruszył w dalszą drogę.

IX. Upadek po raz trzeci
Właściwie wiele jest takich upadków, którym dałoby się zapobiec, gdybyśmy zamiast gapiów i kibiców, obserwujących, czy to już upadł, czy jeszcze nie – całego tego tłumu oczekujących kolejnych potknięć i prawie psychicznie ich wymuszających – mieli w chwili słabości więcej ludzi nie tyle od podnoszenia, nie tyle od litowania się nad nami, ale ludzi, którzy swoją postawą i optymizmem, pomogliby nam uwierzyć we własne siły i pomogli odzyskać zaufanie do siebie samego…

X. Obnażenie
Ta stacja to nauka wstydliwości i skromności; w słowie myślanym i mówionym, w ubiorze, w chętkach i czynach naszych. Ta stacja mówi o wypaczeniach ludzi, u których przestały stać na straży wstydliwość i skromność…
Przyszło nam żyć w świecie niepopularności tych cnót. Stąd przychodzi nam oglądać przerosty erotyki, seksu i wynaturzeń pod tym względem. Spotykamy to w prasie, książkach, filmach i teatrach, przechodząc naszymi ulicami… Trzeba by też mocno przypominać małżonkom, że małżeństwo nie jest zalegalizowanym rozpasaniem cielesnym człowieka, ale wprost przeciwnie: miłość dwojga ludzi ma im pomóc uregulować własną zmysłowość i wprowadzić w ich życie, właściwą człowiekowi i chrześcijaninowi harmonię duszy i ciała. A dokonuje się tego nie bez udziału wstrzemięźliwości, skromności i wstydliwości…

XI. Przybijanie do krzyża
Uśmiercić człowieka można gwałtownie, szybko i na raz, a można to uśmiercanie rozłożyć na raty, na miesiące i lata… O ile pierwszy sposób można przypisać wyjątkom, jednostkom zdeprawowanym, zabójcom, których zamykamy za kratkami, o tyle drugi sposób mordowania nie jest znowu taki rzadki. Ale jakoś nikt nie nazywa mordercami tych dwojga młodych ludzi, którzy mając na uwadze mieszkanie po babci, która ich na nie z dobrego serca przyjęła, systematycznie i planowo, bezdusznie i okrutnie, „umilali” życie, żeby szybciej „wykitowała”…
Powolnym dobijaniem człowieka jest celowe szarpanie jego nerwów, nie szanowanie jego prywatności, stwarzanie sytuacji „wilka w potrzasku”, osaczenia, strachu, nienawiści, patrzenia na drugiego człowieka jak „przez powietrze”, jakby go w ogóle nie było, nie liczenie się z nim….

XII. Śmierć za nas
Nasze życie jest naznaczone Tą śmiercią Chrystusa na krzyżu. Czy tego chcemy, czy nie, czy się nawet przed tym bronimy: zawsze pozostajemy w jakiejś relacji do Boga, do odkupienia, do Chrystusa…
Dla uchwycenia tych tajemnic rozpatrzmy sprawę następującą: zamieniliśmy się z kimś w pracy, zastąpił nas, z niewiadomych przyczyn stało się nieszczęście, wypadek, katastrofa – on zginął…
Czy nasze dalsze życie nie będzie naznaczone tą śmiercią? Choćby przez wspominanie, choćby przez myślenie: byłbym zginął ja, ale się zamieniłem, zginął on, właściwie dzięki niemu żyję…
Może to niezbyt adekwatne porównanie, ale śmierć Chrystusa dotyka właśnie tych przestrzeni: za nas, wyręczając nas, i to dobrowolnie, bo sami nie byliśmy w stanie niczego naprawić, dzięki Jego śmierci wszyscy żyjemy…

XIII. Zdjęcie z krzyża
Są takie sytuacje ludzkie, w których już dobrze wiadomo co i jak, w których zbiera się owoce, w których się wie, że się przegrało albo wyszło na cało… Popatrz właśnie na XIII stację tak, jak się patrzy na wzorzec tych sytuacji: tu też wszyscy myśleli, że się wszystko skończyło, że tak się właśnie musiało skończyć. Czy były osoby, które nie chciały się pogodzić z takim rozumowaniem? Tak, było parę: Maryja, Jan, Magdalena, może Nikodem… Ale, czy one nadal wierzyły, że to nie może być wszystko, co On miał do zrobienia na tym świecie? Nie wiadomo…
Patrząc na tę stację, nauczeni przykładem Chrystusa, zostańmy po przegranej nadziei kilka – sobie – innym. On nas do tego upoważnia z tej stacji, nawet w tak tragicznej sytuacji, jaka jest śmierć… On nam mówi, że nie zawsze umrzeć, znaczy przegrać…

XIV. Pogrzeb
Pomyśl przy tej stacji o tych pogrzebach, może niezliczonych już dla ciebie, najbliższych i dalszych, całkiem obcych ludzi… Pomyśl o tym odchodzeniu nieuniknionym… i połącz to myślenie ze słowami pełnymi nadziei, które nam Chrystus zostawił jak testament:
Nikt nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; bo czy żyjemy, czy umieramy - żyjemy i umieramy dla Pana; Pańscy bowiem jesteśmy.
W domu mojego Ojca jest mieszkań wiele; gdyby tak nie było, tobym wam powiedział: idę przecież przygotować wam miejsce, abyście i wy byli tam, gdzie ja jestem.
Amen.

powrót do biblioteki rozważań



  • Tekst został oparty na tekście Drogi Krzyżowej dla dorosłych autorstwa ks. Stefana Uchacza CM, długoletniego wykładowcy w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie i gorliwego rekolekcjonisty, pod tytułem: WIELKOPOSTNE WYZWANIA: HOMILIE NA NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU, ROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ', wydanego nakładem Wydawnictwa Instytutu Księży Misjonarzy (WITKM), Kraków 2006, ISBN 978-83-7216-614-2; opracowanie: Tomasz Zieliński