Sections

WincentyWiki:Rozważania/II Niedziela Wielkiego Postu, Rok B

II Niedziela Wielkiego Postu, Rok B

Dzisiejsze czytania: Rdz 22, 1-2.9-13.15-18; Rz 8, 31b-34; Mk 9, 2-10


2NiedzielaWielkiPostB.jpg
PRZEMIENIENIE 2: PRZENICOWAĆ SWOJĄ WIARĘ

Abraham, którego losy śledzimy od 1 niedzieli Wielkiego Postu, nazywany jest „ojcem wszystkich wierzących”. Czym sobie na tak zaszczytny tytuł zasłużył mieliśmy okazję przekonać się słuchając w ubiegłą niedzielę i dzisiaj, w II Niedzielę Wielkiego Postu, pierwszego czytania mszalnego.

Abraham otrzymał od Boga obietnicę po ludzku niemożliwą: w starości otrzyma syna, którego urodzi mu jego stara, bezpłodna żona. W tym momencie Abraham nie zawahał się, nie pomyślał, że to jest przecież niewykonalne, że może uległ jakiemuś przywidzeniu, ale całą ufność złożył w Bogu, mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał ma moc i wykonać (Rz 4, 21). Siłą tej wiary przyszedł na świat jego jedyny syn Izaak. Nie zawahał się Abraham w wierze i ufności Bogu także wtedy, kiedy Bóg zażądał ofiary z Izaaka.

Opowiadanie z księgi Rodzaju niewiele nam mówi o uczuciach, jakich doznawał Abraham, gdy Bóg wysłał go do krainy Moria, aby tam złożył w ofierze swego syna Izaaka. Pismo święte stwierdza krótko: szedł z nim trzy dni drogi. A trzeba tu widzieć ciężar 72 godzin wspólnej drogi, bycia razem ofiary i wykonawcy Bożego nakazu, myślenia o tym, co się ma dokonać. Izaak był jedynym synem Abrahama, poczętym już w starości obojga. Razem z żoną Sarą uznali to, za szczególną łaskę Bożą. Wdzięczni Bogu umiłowali Izaaka bez reszty, umiłowali go tak, jak tylko ojciec i matka potrafi kochać. A w dodatku łączyli z nim nadzieje, że ich ród, że oni sami, przetrwają w Izaaku na dalsze pokolenia. A to była bardzo ważna sprawa dla Izraelity. A w dodatku, mieli wciąż w myśli niejasne przeczucie obietnicy Bożej, że przez Izaaka stoją na początku czegoś wielkiego, jakiegoś narodu, który będzie wielki, tak liczny jak gwiazdy na niebie, jak piasek morski. I wszystkie te nadzieje łączyły się z osobą Izaaka. A oto Bóg zażądał ofiary z niego. Czyżby Bóg odwołał swoją obietnicę? O czymże mógł myśleć stary Abraham idąc trzy dni drogi z synem, który o niczym nie wiedział i szczebiotał u jego boku, traktując wszystko jak dobrą wycieczkę weekendową. Trzeba tu dostrzec tę mękę ojcowską, trzeba zobaczyć trud uzgadniania, co właściwie robić, czego się trzymać, bo ciemność nastąpiła nieprzenikniona. Bo Bóg, który dał obietnicę wielkiego narodu, teraz żąda ofiary z tego, który mógł ją zrealizować. Jak to jest możliwe? Przecież, przecież ten sam Bóg gromko nakazał: Nie będziesz zabijał. On nie może żądać ofiary z mojego syna. Może gdzieś tu została popełniona pomyłka w odczytaniu Bożych nakazów. Może się pomyliłem, źle zrozumiałem… I mimo tych wszystkich myśli kłębiących się w mózgu pod czaszką, idzie się dalej. I coraz bliższy jest cel. I coraz trudniej jest powiedzieć synowi, że te drwa, że ten niesiony ogień, to nie na harcerskie ognisko. Tym bardziej trzeba mu powiedzieć, bo przecież Izaak nie jest głupi i sam zaczyna pytać: są drwa, jest ogień, a gdzie jest ofiara, ojcze mój?. Bóg sam upatrzy sobie ofiarę, synu mój…

Taka była wiara Abrahama: wierzył całym swoim życiem, całymi dążeniami, planami, projektami i ambicjami. Wierzył całym sobą, wierzył na dobre i na złe, całym swoim jestem, żyję po to. Wierzył, zaufał Bogu, wtedy, kiedy na polecenie Boże wyruszał w nieznane z rodzinnego Ur chaldejskiego; uwierzył, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, kiedy zapowiedział narodziny syna; i zawierzył, zaufał Bogu wtedy, kiedy zażądał z niego ofiary. Z tego właśnie powodu, wiary bez zastrzeżeń, wiary, która została wystawiona na największe próby, Abraham został nazwany „ojcem wszystkich wierzących”.

W oparciu o wiarę Abrahama, a także w oparciu o wiarę apostołów Piotra, Jakuba i Jana, uczestniczących w cudzie przemienia Chrystusa na górze Tabor, mamy przemienić, przewartościować, przemienić nasze pojęcie na temat wiary. Mamy za ich przykładem mocno uwierzyć w to, że Bóg dla naszego zbawienia dokonuje rzeczy po ludzku sądząc niemożliwych i niewykonalnych.

W tej przemianie naszego myślenia mamy najpierw uwzględnić, że nasza skala wartości nie odpowiada tej skali, którą ma Bóg. Na przykład w naszych oczach ważne i pożądania godne jest: mieć pieniądze, robić za wszelką cenę karierę, mieć pozycję, poklask i uznanie, być wszędzie pierwszym, najlepszym i nieomylnym, odnosić sukcesy, żyć w wygodach. Dla Boga zaś wszystko to jest obrzydliwością por. (Łk 16, 15). On ma inne upodobania. Bogactwa? – Jego Syn wcielony rodzi się w stajni i nie ma dla Niego miejsca w gospodzie. Kariera i sukces? – spójrzmy na krzyż Chrystusa: oto jaką karierę zrobił Syn Boży i jaki sukces odniósł. Właśnie krzyż jest tym wymownym znakiem całkowicie odmiennych gustów Boga i naszych.

W krzyżu widnieje następna wartość, która musi ulec przemienieniu w naszym myśleniu. Krzyż jest znakiem miłości do grzeszników. Nie do tych innych tam, ale do mnie grzesznika. Wobec Boga wszyscy jesteśmy grzesznikami. Teoretycznie wierzymy w tę prawdę, ale w praktyce niebezpiecznie zacieśniamy zasięg tej prawdy i spłycamy jej głębię. W swojej ślepocie dzielimy świat i ludzi na dobrych i na złych. Źli – to złodzieje, mordercy, oszuści, prostytutki. Złych chętnie dostrzegamy na najwyższych szczeblach władzy państwowej… Reszta zwyczajnych ludzi, która nam w niczym nie podpadła, to obóz dobrych, w którym oczywiście na pierwszym miejscu lokujemy siebie samych. Bo my popełniamy co najwyżej „drobne grzeszki”, ale normalnie to my mamy przecież zawsze dobre intencje, chcemy dobra naszych bliźnich. A gdy porównujemy siebie do tych złych, ogarnia nas subtelna duma i poczucie wyższości. Czy zdajemy sobie sprawę, że dokładnie taką samą mentalność mieli, pogardzani przez nas faryzeusze? A wiemy, jak bardzo zamknęła ich ona na Chrystusa.

Nie przyszedłem wzywać do nawrócenia sprawiedliwych, ale grzeszników (Łk 5, 31). Uważając siebie za dobrych, zdrowych i sprawiedliwych, podcinamy właściwie naszej wierze jej korzenie. Jezus Chrystus nie ma nas z czego wybawiać. On jest nam w gruncie rzeczy niepotrzebny! Zapamiętajmy dlatego słowa: Chrystus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy – jak pisał do Tymoteusza św. Paweł (1Tm 1, 15) – a my musimy w to uwierzyć, jeżeli chcemy dostąpić zbawienia. Amen.

powrót do biblioteki rozważań



  • Tekst homilii pochodzi ze zbioru ks. Stefana Uchacza CM, długoletniego wykładowcy w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie i gorliwego rekolekcjonisty, pod tytułem: WIELKOPOSTNE WYZWANIA: HOMILIE NA NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU, ROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ', wydanego nakładem Wydawnictwa Instytutu Księży Misjonarzy (WITKM), Kraków 2006, ISBN 978-83-7216-614-2