Sections

WincentyWiki:Rozważania/III Niedziela Wielkiego Postu, Rok B

III Niedziela Wielkiego Postu, Rok B

Dzisiejsze czytania: Wj 20,1-17; 1Kor 1,22-25; J 2,13-25


3NiedzielaWielkiPostB.jpg
NIEPOROZUMIENIA

Ponieważ wiele się dzisiaj mówi i pisze o porozumieniu, podnosząc go nawet do rangi „narodowego”, dlatego punktem wyjścia naszego dzisiejszego rozważania będzie nieporozumienie, czyli brak zrozumienia. Bowiem tam, gdzie zbyt dużo mówi się, i zbyt gorączkowo poszukuje się porozumienia, musiało uprzednio nastąpić jakieś nieporozumienie.

Tak mówi nam najpierw nasze doświadczenie. Żyjąc i obracając się wśród różnych ludzi niejednokrotnie mieliśmy okazję stwierdzić, że przy przemieszaniu postaw, odczuć, przemyśleń, różnorodności doświadczeń, bardzo często dochodzi do nieporozumień. Ileż to razy rozmawiając z kimś stwierdzaliśmy z bólem, że w ogóle nie kontaktuje z nami, nie odbiera naszych racji, że przyjmując nawet postawę słuchającego i rozumiejącego nas, tak naprawdę nas nie słucha, jest wewnętrznie „zatkany” na przyjęcie czegokolwiek, co od niego nie pochodzi. Może myślał w danej chwili o czymś innym, przeżywał coś innego tak bardzo intensywnie, że wszystko inne nie docierało do niego; może po prostu nie chciał nas zrozumieć… Nie wiadomo zresztą dokładnie co, poza tym jednym, że „my o chlebie, on o niebie”. Kończyliśmy dlatego szybko ten nasz quasi dialog, mówiąc „cześć” i „do widzenia”.

Albo nieporozumienia w naszych rodzinach i małżeństwach, nieraz wszczynane burdy z jakże błahych powodów: ktoś czegoś nie dosłyszy, nie dowidzi, niedokładnie zrozumie – i mamy gotowe nieporozumienie, posądzanie o złe intencje, o to, że ty zawsze taki jesteś; ty zawsze musisz coś przekręcić; ty zawsze musisz upierać się przy swoim’, twoje zawsze musi być na wierzchu.

Ostatnimi czasy „cześć” i „do widzenia” wielu ludzi powiedziało „Radiu Maryja”, bo to, co tam słyszeli nie było adekwatne do ich oczekiwań od katolickiej rozgłośni, bo chociaż co drugie słowo słyszeli tam o miłości, zgodzie i dialogu, to jednak wszystko odbierali jako typowy monolog o charakterze „wy o chlebie, my o niebie”.

Wydaje się, że sednem tych wszystkich nieporozumień, o których wspomnieliśmy, jest przemawianie z dwu różnych pozycji, dwu płaszczyzn, i to przemawianie apodyktyczne, bez próby przyjęcia racji drugiej strony, bez próby znalezienia wspólnego punktu, takiego ustalenia, co do którego obie konwersujące strony nie miałyby wątpliwości…

Na tym szerokim tle doświadczeń odnośnie nieporozumień, doświadczeń tak osobistych, jak małżeńsko-rodzinnych i społecznych, przejdźmy wreszcie do sedna dzisiejszego kazania, aby nie doszło do kolejnego nieporozumienia co do tego, czy to kazanie jest słowem Bożym, czy też prywatnym narzekaniem kaznodziei.

Problemem, który chcemy rozważyć na podstawie dzisiejszego słowa Bożego i naszych doświadczeń są nieporozumienia odnośnie roli i funkcji Kościoła. Wielu katolików, którzy nawet uważają się za dobrych chrześcijan, narzeka na Kościół, twierdząc, że w obecnej sytuacji naszego kraju jest zbyt ostrożny, zbyt powolny w zajmowaniu wyraźnego stanowiska wobec przemian rządowo-społecznych. Inni zaś powiedzą, że za dużo politykuje. Obie grupy złączą się jednak w utyskiwaniu, że człowiek z takim trudem i przykrością znosi codzienną rzeczywistość, jest wykończony kolejnymi podwyżkami i niekończącymi strajkami a to rolników, a to lekarzy, a to kolejarzy – a Kościół, kiedy do niego przychodzi w niedzielę, ma dla niego jedynie słowa o nawróceniu, umartwieniu, o pokucie i o pilnowaniu modlitwy. Znów mowa my o chlebie, oni o niebie. Znów nieporozumienie w swojej klasycznej, najczystszej postaci…

Moi Drodzy! W odpowiedzi posłuchajmy uważnie, co w tej sprawie mają do powiedzenia dzisiejsze czytania mszalne, na pouczenia których odpowiedzieliśmy jednogłośnie bezmyślnie: Bogu niech będą dzięki. W drugim czytaniu św. Paweł pisze o nieporozumieniach między Kościołem pierwszych wieków a Żydami i Grekami. Bo Żydzi domagali się znaków, że Chrystus, że cała założona przez Niego społeczność, ma charakter Boski, a Grecy szukali u Chrystusa i w Kościele mądrości typu filozoficznego. A my – pisze dalej św. Paweł – głosimy [im wszystkim] Chrystusa, i to ukrzyżowanego, który dla nas jest mocą i mądrością Bożą, a im wydaje się zgorszeniem i głupstwem.

W Ewangelii Chrystus wybucha, niespotykanym dla Niego, gniewem, wobec nieporozumienia co do przeznaczenia świątyni. Kościół – świątynia Boża ma być domem modlitwy i spotkania z Ojcem, a nie domem handlu, sklepem czy rzeźnią. I żeby jeszcze było ciekawiej, Chrystus potęguje to nieporozumienie dodając, że On sam, że każdy człowiek jest świątynią Bożą, i dlatego nie może być przedmiotem targów, przekupstwa i szachrajstwa, i że On sam te wszystkie nieporozumienia pokona przez swoją Mękę i Zmartwychwstanie.

Wnioski, wypływające z usłyszanego słowa Bożego, są mniej więcej takie:
1. Dowiedzieliśmy się, że naczelną funkcją i zadaniem Kościoła jest głoszenie Chrystusa i Jego Prawdy o Bogu i człowieku, dla których On umarł i zmartwychwstał. Głoszenie wszystkim i we wszystkich czasach. Obojętnie, czy jest to czas sprzyjający, „modny” dla przyjęcia tej Prawdy, czy nie. Gdyby Kościół nie głosił Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, sprzeniewierzyłby się swojemu posłannictwu, przestałby być tym, czy być powinien: zgromadzeniem ludzi, którzy uwierzyli Chrystusowi i pod Jego przewodnictwem zdążają, mimo aktualnych trudności, do Boga;
2. Głosząc Chrystusa i Jego naukę, Kościół kieruje ją do człowieka, znajdującego się w konkretnej sytuacji. Musi to brać pod uwagę. I bierze. Kiedy dzisiaj Ojciec święty, biskupi, kapłani i poszczególni wierni domagają się i przypominają narodom i rządom o poszanowaniu godności osobistej człowieka, kiedy domagają się sprawiedliwości, prawa do prawdy, do wolności, kiedy nawołują do odnowy życia, nawrócenia i pokuty – to wtedy nie politykują, ale spełniają swoją misję, posłannictwo Kościoła, bo czynią to samo, co czynił Chrystus, który brał w obronę najbiedniejszych, grzeszników; który występował w obronie prawdy i szczerości życia, który domagał się poszanowania prawa, w większym nawet stopniu, niż tylko dla zachowania litery, który stale nawoływał do nawrócenia, do odnowy życia, do pokuty, modlitwy, wiary…

I wystarczą Kościołowi te dwa zadania. Wszelkie zaś inne role i funkcje, jakie kiedykolwiek i ktokolwiek chciał przypisać Kościołowi, były zawsze kosmicznym nieporozumieniem. I dlatego również i my nie wyznaczajmy Kościołowi innych zadań, innej roli – np. mediatora rządowo-społecznego – bo będziemy tacy sami jak Grecy, jak Żydzi, którzy chcieli coś więcej utargować w Kościele, niż widzieć tam tylko Chrystusa; bo wyznaczając inne role Kościołowi zasłużymy tak samo jak oni na gniew i oburzenie Chrystusa.

Warto również zauważyć, że dzisiejsza Liturgia słowa w swym układzie zawiera najpierw Dekalog – 10 Bożych Przykazań, podstawowe prawo, pierwotne i wspólne zarówno dla tych, którzy przyjmują pozytywne Objawienie Boże, jak i dla tych, którzy w nic nie wierzą, ale uczciwie i szczerze słuchają głosu własnego sumienia. Jest to wskazówka i w naszym sporze o nieporozumienia: ogólnie jest rzeczą znaną, że w przypadkach, kiedy brak jest porozumienia trzeba się cofać, trzeba wracać, wracać tak długo, aż się natrafi na jakiś punkt oparcia, wspólny i bezdyskusyjny. Może w naszych nieporozumieniach osobistych, rodzinno-małżeńskich lub społeczno-kościelnych trzeba nam zawrócić, trzeba się cofnąć aż do płaszczyzny właściwego zrozumienia takich podstawowych pojęć, jak: godność osoby ludzkiej, jak sprawiedliwość, jak wolność, jak prawda, jak miłość… Osobiście wierzę, że właściwe i uczciwe uzgodnienie tych pojęć doprowadzi w końcu do odkrycia, że przyczyną tych wszystkich nieporozumień był fakt, iż każdy z zażartych dyskutantów podkładał pod to samo pojęcie inną treść i niepotrzebnie wzdrygał się przed zauważeniem, że one wszystkie, już od dawna gwarantowały porozumienie jednostek i całych narodów pod postacią 10 przykazań Bożych – Dekalogu.

Jako chrześcijanie zaś powinniśmy pamiętać o tym, że zarówno 10 przykazań Bożych, jak i inne wymagania stawiane przez Chrystusa i Kościół, nie są ku utrudzeniu człowieka, ale ku jego pomocy; musimy pamiętać, że w obronie tych praw człowieka Jezus Chrystus poniósł śmierć na Krzyżu; musimy pamiętać także, że fakty te dzieją się dzisiaj dla nas na Ołtarzu, pod postacią Chleba i Wina, na podstawie miłości Boga ku ludziom, ku człowiekowi w konkretnej jego sytuacji, jakkolwiek ona byłaby skomplikowana, zawiła i grzeszna. I co więcej: Chrystus pragnie, Chrystus się spodziewa, że wobec Jego miłości i Jego zatroskania o nas, wobec Ofiary Jego życia nie będziemy przechodzili obojętnie, ale odpowiemy Mu miłością na miłość. Amen.

powrót do biblioteki rozważań



  • Tekst homilii pochodzi ze zbioru ks. Stefana Uchacza CM, długoletniego wykładowcy w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie i gorliwego rekolekcjonisty, pod tytułem: WIELKOPOSTNE WYZWANIA: HOMILIE NA NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU, ROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ', wydanego nakładem Wydawnictwa Instytutu Księży Misjonarzy (WITKM), Kraków 2006, ISBN 978-83-7216-614-2