Sections

WincentyWiki:Kazania Pasyjne - I. Getsemani

I. GETSEMANI - Ogrojec opuszczenia i samotności

Sytuacja Getsemani, ogrodu oliwnego: najpierw samotności Chrystusa w obliczu czekających Go cierpień, a potem Jego zdrady i opuszczenia - będą dzisiaj przedmiotem naszego pasyjnego rozważania.

A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: «Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił». Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!» I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina. I mówił: «Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!»

Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». Odszedł znowu i modlił się, powtarzając te same słowa. Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były snem zmorzone, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć. Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich: «Śpicie dalej i odpoczywacie? Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca».

I zaraz, gdy On jeszcze mówił, zjawił się Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim zgraja z mieczami i kijami wysłana przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych. A zdrajca dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; chwyćcie Go i prowadźcie ostrożnie!». Skoro tylko przyszedł, przystąpił do Jezusa i rzekł: «Rabbi!», i pocałował Go. Tamci zaś rzucili się na Niego, i pochwycili Go. A jeden z tych, którzy tam stali, dobył miecza, uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho. A Jezus zwrócił się i rzekł do nich: «Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie nauczałem u was w świątyni, a nie pojmaliście Mnie. Ale Pisma muszą się wypełnić». Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. (Mk 14,32-50)

Są takie obrazy, oleodruki, a nawet makatki, zwłaszcza po wsiach, ale i w Krakowie również można je spotkać, na których Chrystus modli się w Ogrojcu. Taki ładnie uczesany, amerykański Chrystusik, z gładką, rumianą twarzą, w wyprasowanych, ładnie układających się w fałdy szatkach. A w oddali, przez wyśmienicie stylizowane w technikolorze i trójwymiarze, prawie że naturalne, drzewka oliwne, przebija poświata pucułowatego księżyca, napełniając ogród atmosferą bajek z 1000 i 1 nocy... A naprawdę, to nie było tak.

A naprawdę, to leżał na ziemi pod drzewami, zmięty, ociekający krwawym potem człowiek w bólu, zmagający się ze sobą. I wstawał, szukając bodaj obecności ludzi, i znowu wracał, i znowu się modlił, choć nikt Mu nie odpowiadał... Wszyscy Go opuścili, zostawiając sam na sam z bólem, cierpieniem i drżeniem...

♦ Jedni przez sen, przez nużenie, bo wprawdzie chcieli z Nim czuwać, wprawdzie przed chwilą manifestowali swoją gotowość śmierci razem z Nim, ale przecież jeszcze nic się nie dzieje, niebezpieczeństwa nie widać, czemu się więc nie zdrzemnąć na chwilkę. To przecież nie oni się bali. To nie oni przeczuwali już i przeżywali całą mękę konania. I przychodzi raz do tych przyjacielskich dusz, przychodzi drugi, bodaj po jakieś słowo pocieszenia, po gest jakiś podtrzymania na duchu, ale na próżno...

♦ Drudzy zostawili Go samego, bo pociągało ich w danej sytuacji zupełnie coś innego, niż miał im do zaofiarowania. Pociągał ich zysk, pieniądze, jakieś zaślepienie materialne. Więc się zdradza, więc się odchodzi tam, gdzie one brzęczą i gdzie płacą. Bo przecież to one, pieniądze, a nie wiecznie ubogi Chrystus, ostatecznie miały pozwolić Judaszowi urządzić się jakoś w życiu, a nie wiecznie biedować...

♦ Innych odciągnęła od Chrystusa angażująca ich na śmierć i życie walka o wyrobienie sobie właściwej pozycji społecznej. Walka bezkompromisowa, która nie tylko że zostawia nieprzydatnych w niej na uboczu, ale stawia wręcz na wrogiej pozycji, traktując jak przeszkodę, którą należy tylko zgnieść. Właśnie Chrystus był dla faryzeuszy tym człowiekiem, który im przeszkadzał w przebijaniu się do przodu, do awansu, do znaczenia. Rzucał im kłody pod nogi, przypominając o uczciwości, o sprawiedliwości, prostolinijności... Trzeba było więc Go nie tylko nie brać pod uwagę, nie tylko wyśmiać i opuścić, ale i zniszczyć, uśmiercić...

I tak w ciemności, w milczeniu ogromnym świata całego, jak przed mającą nadejść burzą, dokonuje się opuszczenie Chrystusa, dokonuje się Jego zdrada i zdrada tych wartości, które On ze sobą przyniósł na świat... A na zewnątrz jest jeszcze cicho, a na zewnątrz nic się jeszcze nie dzieje, chociaż to już jest ta noc..... Podstawową przyczyną tego opuszczania i zdradzania Chrystusa okazała się czysta i doraźna kalkulacja: co się bardziej opłaca, co bardziej urządzi, co pozwoli szybciej wypłynąć i wyjść na swoje.

Już wtedy - moi Drodzy - już wtedy, a nie tylko dziś, te motywy, te względy towarzyszyły poczynaniom ludzkim.

♦ Ale i dziś bywa tak, że mąż i ojciec prześpi właściwy moment scalenia swojej rodziny. Nie zauważy, że jego ustawiczne „robienie pieniędzy” stwarza sytuację taką, że właściwie go w domu nie ma. Przychodzi do domu jak do hotelu, w którym już tylko chce położyć zmęczoną głowę i tylko zasnąć, nic więcej. Nie ma czasu, nie ma sił, żeby posłuchać, że syn, że córka, że są kłopoty..., że się nie daje z nimi rady. Zasypia przy tych problemach, odkłada: „A nie można by o tym jutro porozmawiać, jutro załatwić?” A jutro jest już za późno, jutro staje się wobec tragedii wyobcowanego syna, rozlumpionej córki... Przespał moment właściwej interwencji.

♦ Czasami żona, zajęta przepychaniem się w pracy, chodzeniem za właściwą sobie ambicją, docenianiem, odkrywa nagle, że dom, że mąż, że dzieci, że to wszystko... to właściwie ją ściąga w dół, jest kulą u nogi. Bo mogłaby pojechać to tu, to tam, doszkolić się, podnieść kwalifikacje... I że pan inżynier to ją bardziej rozumie, niż mąż, to z panem inżynierem jest o czym porozmawiać, to właściwie tylko on jej pomaga... I w rezultacie w domu się jeszcze niby jest, ale to wszystko zaczyna drażnić, przeszkadzać tak, że właściwie to oddycha się dopiero w pracy, w biurze, przy nim - inżynierze... A stąd już tylko krok do powiedzenia, że tak dalej nie można, że to nie ma sensu; stąd już tylko krok do odejścia, do całkowitej zdrady tego wszystkiego, co przy ołtarzu się ślubowało, co jakiś czas było jedyną radością i sensem życia.

♦ Jest też samotność zostawionych rodziców. Pusta jak noc getsemańska. Czasami samotność starej matki, czasami ojca. Bo dzieci już odchowane, dorosłe, przecież się uczą, przecież już pracują, mają własne rodziny i własne kłopoty. Zapracowani są tak, że ani listu, ani nawet telefonu, ani nawet na Boże Narodzenie ich w tym roku nie było. Ale dwa lata temu, nie: trzy, to byli, z wnuczkami byli... No, cóż dzieci..., oni też jak Judasz polecieli za pieniądzem, jak faryzeusze walczą rękami i nogami o właściwą pozycję społeczną, o utrzymanie pracy, o którą przecież dzisiaj tak trudno, i trzeba cenić tę, którą się ma... Więc nie ma czasu. A że kogoś tam po drodze zostawią, od kogoś odejdą, coś czy kogoś zdradzą? - c`est la vie -- takie jest życie. Oto najczęstsza absolucja, jakiej sobie poszukaliśmy dla rozgrzeszenia każdego draństwa.

Brnijmy dalej w rozważaniu tej Getsemańskiej samotności, opuszczenia i zdrady Chrystusa:

♦ pustoszeją miejsca w kościele - stwierdzamy. Jest niedziela, powinno się być obok Chrystusa, jako Jego uczniowie i przyjaciele. Wielu nie ma. Nie ma bo się śpi, jak zmęczeni Apostołowie, bo się tyle w tygodniu nabiegało za tym i owym, tak nas wymęczyła sytuacja w pracy, tyle kosztowała nerwów i ambicji, aby podołać wymogom prestiżu społecznego, ...że właściwie ta Msza i ten Chrystus w niedzielę nam tylko przeszkadza. Trzeba go więc z konieczności zdradzić dla tego grosza, który można jeszcze w niedzielę, dla tego spania, które można tylko w niedzielę, tych odwiedzin rodziny, tych zakupów w marketach, tego przejrzenia okazji na giełdach, które są tylko w niedzielę...

♦ Opuszczony jest Chrystus na Gorzkich Żalach jeszcze bardziej. Gdyby tu byli wszyscy, którzy powinni przy Nim trwać, kościół pękałby w szwach... Jesteśmy my, gdzież jest reszta?... Odeszli, zostawili Chrystusa dla pieniędzy, dla walki o pozycję społeczną [nie wypada przecież przy moim wykształceniu latać co chwilę do kościoła, coby ludzie na to powiedzieli]. Czasami to opuszczanie Chrystusa wygląda na ucieczkę, może bardziej niedawnymi laty, niż teraz, ale jednak - bo On jest osaczony, wyśmiewany, bo niebezpiecznie jest się z Nim zadawać, bo można oberwać, można stracić kawałek grosza lub tę pozycję, do której z takim mozołem się doszło. Lepiej więc Go zostawić, lepiej uciec, nie być, może nawet zdradzić za te 100 zł. więcej?

♦ Jest jeszcze samotność Chrystusa przemawiającego do nas w kościele przez Pismo św., przez Ewangelię. Czasami zwraca się On do nas z pytaniem, jak do swoich przyjaciół: Czemu śpisz? Zwraca się do nas z tym pytaniem do nas, którzy wprawdzie przy Nim jesteśmy, którzyśmy może jak św. Piotr powiedzieli, że życie byśmy dali... ale, kiedy prosi, kiedy mówi, zaspani troskami naszych dni, z trudem przecieramy nasze oczy i nie rozumiemy co do nas mówi. Czego On właściwie od nas chce? - tak mógł powiedzieć obudzony z nagła Piotr, i tak zdajemy się mówić nieraz my, kiedy Chrystus w swoim słowie prosi nas o czujność, o ostrożność w tym życiu, aby nie podszedł nas nieprzyjaciel - grzech.

Moi Drodzy - okazuje się, że ilekroć człowiek próbuje, idąc przez swoje życie, gospodarować tylko kalkulacjami, jakby tu wygodniej się urządzić, jakby tu wyjść na swoje, tylekroć narobi masę głupstw sobie i swojemu otoczeniu. Wprawdzie może i wylezie na wymarzony piedestał, ale pozostanie sam... A samotność, a opuszczenie, a zdrada, nie należą do przyjemności naszego człowieczego losu. Wiedzą o tym doskonale zdradzane żony, opuszczeni starzy rodzice, zostawione dzieci; wiedzą o tym przeróżnie oszukani, wystrychnięci na dudka, wywiedzeni w pole, nieuczciwie wykorzystani...

Dlatego, chociaż ustawicznie, począwszy od Ogrojca, Chrystus jest zostawiany, opuszczany i zdradzany, będzie pomimo wszystko dobijał się do naszych serc i umysłów, abyśmy w podobne kabały nie wpędzali siebie i innych. Będzie nam ustawicznie przypominał o wartościach, które przestrzegane w życiu, uchronią nas od łez własnych i cudzych krzywd.

Dlatego trwajmy przy Nim, nie opuszczajmy Go i nie zdradzajmy dla spraw, które doraźnie podpatrzone może i mają blichtr szczęścia, ale na dłuższą metę nie popłacają. Amen.

"Kazania Pasyjne" - wstęp