Sections

Haiti: obrazy noszone w pamięci – ks. Stanisław Szczepanik CM

ks. Stanisław Szczepanik CM[*]
“Obrazy noszone w pamięci” czyli wspomnienia misjonarza na Haiti (styczeń 2010)”


Od wtorku wieczorem (12 stycznia 2010) świat spojrzał na Haiti, państwo na zachodniej części wyspy o tej samej nazwie od ponad 200 lat cieszące się niepodległością. Jednocześnie najbiedniejsze państwo w tej części świata targane i niszczone nieustannymi walkami, rewolucjami, wojnami domowymi i dyktaturami. Do tego wszystkiego przyłączyła się natura. Kilkadziesiąt sekund. Ziemia zadrżała, zatrzęsła się. Stolica kraju, Port-au-Prince, zamieniła się w ruinę. Nie ma prądu, nie ma wody, zawalił się największy szpital w mieście. W gruzach legł budynek ONZ, w którym swoje siedziby miały liczne organizacje charytatywne. Pracowały tu także Siostry Miłosierdzia. One doświadczyły skutków największego w historii kraju trzęsienia ziemi najbardziej – Dom Prowincjalny zawalił się. W pierwszych godzinach po tragedii nie wiedzieliśmy co się z nimi dzieje. Nie działają telefony, nie ma prądu. Pierwsze wiadomości nie były dobre, podobno niektóre siostry są ranne. Ale jak bardzo? Ile? W innej wspólnocie, w słynnej dzielnicy nędzy Cité Soleil, dwie siostry przebywając poza domem przez noc nie wróciły do wspólnoty. Pozostaje nadzieja, że to tylko kwestia czasu, trudności z dotarciem do domu...

W takim momencie ludzka pamięć przywołuje liczne obrazy z miejsc, które teraz są gruzowiskiem. Jeden z tych obrazów to wizyta w Haiti dwa tygodnie po wielkich powodziach w 2007 r. Okrężną drogą wjeżdżałem do zalanego miasta Gonaïves. Przede mną ukazała się panorama miasta, a na tle ogołoconych, wyschniętych zboczy krążył helikopter. Towarzyszącym mi Siostrom powiedziałem, że podobne ”ujęcie” przed wieloma laty widziałem we wstrząsającym filmie „Czas Apokalipsy”. Jechaliśmy przez miasto zalane błotem. Buldożery ONZ torowały przejazd ulicami.

W miejscowej katedrze, na ambonie jakaś kobieta gotowała na węglach posiłek. Obok, skauci próbowali wywieźć taczką 30-sto centymetrową błota. Chcieliśmy dostać się do siedziby biskupa. W tym celu należało przejść przez zalany wodą dziedziniec. Niektóre Siostry nie zdecydowały się na pokonanie tej przeszkody.

W drodze powrotnej do domu Sióstr to co zobaczyłem do dzisiaj nie mogę zapomnieć. Na ogromnej stercie błota zmieszanego ze szmatami i plastikowymi butelkami w najlepsze funkcjonował zakład fryzjerski. Dobry, profesjonalny fotel, miniaturowy generator prądu, fryzjer. Przejeżdżaliśmy 5 metrów obok. Z włączonego radia słychać było muzykę. Kawałek dalej grupka uśmiechniętych, rozbawionych dzieci zjeżdżała z podobnej do tamtej hałdy błota. Do miasta-widma wracało życie.

Ktoś zapyta pewnie, co ten obraz ma wspólnego z przeżywaną w tych dniach tragedią trzęsienia ziemi? Jeżeli nie dziś, to jutro, na kupach gruzu, na resztkach zawalonych domów dzieci bawić się będą w chowanego. Fryzjerzy, jeżeli nie zginęli w trzęsieniu ziemi, będą strzygli na ulicach.

I to podziwiam – siłę życia i wolę walki, bez wielkich projektów, skomplikowanych planów, bez niekończących się pytań dlaczego? Ci co przeżyli pogrzebią umarłych. Światowe media ”przekują” tragedię tych ludzi na tysiące reportaży, projektów, analiz czy prognoz. A tymczasem dzisiaj rano, w piątek, z naszego domu w San Juan (Portoryko) odleciały do Port-au-Prince Siostry, które dopiero co tydzień temu przybyły tutaj na leczenie. Jedna z nich miała poddać się operacji. Nie zrobiła tego. Wróciła do pracy w Haiti.

To szaleństwo, pomyślałem. Z pewnością. Ale czy bez szaleństwa, choćby odrobiny, można pomagać innym? Można, ale tylko szaleńcy, Szaleńcy Boży mogą zmienić świat. Jedno, nawet tak potężne trzęsienie ziemi jak to w Port-au-Prince to nie wystarczy. Trzeba drugiego, może nawet trzeciego trzęsienia uśpionego sumienia aby los ubogich i opuszczonych zainteresował kogokolwiek bez ukrytego interesu, bez blasku fleszy, świateł i kamer telewizyjnych, nie tylko wtedy, gdy nędzę pokazują światowe telewizje ale także i przede wszystkim dlatego, że nasz bliźni ma mniej niż my.



[*]' ks. Stanisław Szczepanik CM wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy w 1981. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1985. Po święceniach wyjechał na misje do D.R. Kongo (d. Zair) . Od 2000 pracuje w Prowincji Portoryko Zgromadzenia Misji najpierw w Haiti jako dyrektor kleryków w Seminarium i dyrektor Sióstr Miłosierdzia, następnie w Dominikanie jako dyrektor Seminarium Internum i dyrektor Sióstr Miłosierdzia. Obecnie jest Dyrektorem Sióstr Miłosierdzia w Portoryko.

_ _